„Herbata rumiankowa", „herbatka z lipy", „melisa na wieczór". Brzmi to zupełnie naturalnie i znajomo. Jednak botanicznie rzecz biorąc sprawa jest prosta: prawdziwa herbata powstaje z liści krzewu Camellia sinensis. Rumianek, lipa czy melisa to po prostu napary z roślin. A jednak w polszczyźnie od dawna mówimy o nich jak o herbatach. I robimy to zupełnie świadomie.
Herbaty kwiatowe Luda - dlaczego „herbata", a nie „napar"?
Od ludowego haftu do opakowania na herbaty Ludy
Babcia Emilia nauczyła mnie robić haft dziurkowany. Pamiętam wyraźnie jedno zimowe popołudnie i poranek następnego dnia, kiedy siedziałyśmy przy stole i uczyłam się tej konkretnej techniki. Haft dziurkowany zdobił domowe serwety i obrusy – białe, z niewielkimi otworami obszytymi grubszą nicią, dziś już sztywne i prawie płaskie od krochmalu...
Jak smakują kwiaty? Romans biochemii i sensoryki w Ludzie.
O właściwościach ziół wiemy dużo: które uspokajają, które wspierają odporność, które działają przeciwzapalnie. Mniej mówi się o tym, co nie daje się łatwo zmierzyć – o sensoryce. Bo czy naprawdę wiemy, dlaczego lipa odbierana jest jako „miodowa”, a mięta jako „chłodna”? Skąd biorą się te nuty, które określamy jako kwiatowe, owocowe czy ziołowe?
Jak powstał Cedzak? Historia o cierpliwości, fusach i mikrofrezarce do paznokci
Cedzak to nie był pomysł z dnia na dzień. To raczej marzenie – ciche, codzienne, podsuwane przez poranne rytuały, które zamiast spokoju przynosiły frustrację. Adam – współtwórca Ludy – miał dość przelewania naparu przez niewygodne zaparzacze, dziwne sitka i przypadkowe dzbanki, które nijak nie pasowały do prostoty i piękna, jakie niesie rytuał parzenia herbaty. Marzył mu się zgrabny, dedykowany obiekt – nie tylko praktyczny, ale i estetyczny. Taki, który bez wstydu stanie na półce. Taki, który dla herbaty będzie tym, czym dripper Kinto jest dla kawy.
Ostatki jesienne - tradycyjny, sezonowy hamulec.
Listopad od zawsze był w Polsce chwilą pomiędzy. Między światem pracy w polu a rytmem domu. Ostatnie wykopki, porządki, sprzęty schowane do stodoły. Kiedy ziemia przechodziła w zimowy odpoczynek, ludzie robili dokładnie to samo. Na wsiach nazywano ten okres jesiennymi ostatkami albo zimowym zasiedzeniem - czasem, w którym tempo pracy malało, a życie przenosiło się do środka: do izby, do wspólnoty, do ciepła ognia.